Recenzja książki „Hyperversum”
Pierwszy raz zetknęłam się z tą książką na targach
książki w 2014 (?) roku, a właściwie nie ja, tylko Weronika – moja siostra.
Początkowo wydawało mi się, że będzie ona ( ta książka) dla mnie za poważna i
myślałam, że będę musiała na nią jeszcze trochę poczekać…Jednak los chciał
inaczej. Stało się tak, że siostra ma pojechała na wakacje na obóz, a ja nie
miałam co czytać. Mama zniosła mi z półki właśnie „Hyperversum”. Nie wiedząc,
czego się spodziewać, zabrałam się do czytania, postanawiając, że najwyżej
przestanę i odłożę ją na miejsce. Tak
zaczęła się moja przygoda z powieścią Cecilii Randall. Ian, Daniel, Judy i
Martin wraz z Donną i Carlem są młodymi ludźmi żyjącymi we współczesnym świecie,
którzy w wolnym czasie lubią odreagowywać rutynowe czynności, przenosząc się do wirtualnego świata gry Hyperversum, która bardzo prawdziwie ukazuje realia czasów, w których postanowią się znaleźć. Jednak
pewnego razu gra przenosi ich NAPRAWDĘ w czasie i przestrzeni, a dokładnie do
XIII w. Czy uda im się odnaleźć w tym dziwnym, jakże innym od naszego świecie
bez nowoczesnych urządzeń czy nawet elektrycznego oświetlenia? Jak się zachowa
każdy z nich w obliczu śmiertelnego niebezpieczeństwa? Czy wrócą do domu? Na te
pytania dostać odpowiedź można tylko przeczytawszy tę książkę – chyba że ktoś
lubi spoilery :) . Mogę zapewnić, że czyta się ją lekko, szybko i nie ma mowy
o nudzie… Aby zachęcić wielbicielki romansideł, wspomnę o tym, że znajduje się
w niej także wątek miłosny, natomiast dla
chłopców dodam, że również opisy pojedynków i turniejów rycerskich są bez
zarzutu. Streszczając się, nie jest to bezwartościowy chłam, który czyta się
tylko dlatego, że nie ma się nic lepszego, tylko ciekawa, wartościowa powieść
przygodowo – historyczno – science fiction, napisana w przystępny, niebanalny
sposób. Gorąco polecam









