wtorek, 6 grudnia 2016

Były już teledyski, recenzje książek, obrazki i refleksje... Nadszedł czas na opowiadanie. Przedstawiam fragment mojego najnowszego dzieła, które niedawno ukończyłam. Jeśli będzie ktoś ciekaw, jak się ono zakończy, proszę pisać do mnie na pocztę: alekandra.cichon@gmail.com. Przyjemnej lektury!!!

Książęce zaręczyny

Był mglisty, wiosenny poranek. Na tle zielonych wzgórz rysował się  potężny  zamek. Mimo masywności jego murów stwarzał dookoła siebie aurę majestatu i gracji. Lasy bukowe tworzyły jego naturalną ochronę przed wrogiem. Słońce złocistą smugą wpadało przez okno małej komnaty w wieży, oświetlając twarz jej mieszkanki pogrążonej w głębokim śnie. Przebywała w krainie cieni, nie wiedząc, co przyniesie ten dzień. Rozrzucone na poduszkach płowe włosy tworzyły dookoła jej twarzy aureolę, podkreślając delikatność jej rysów. Drobne dłonie barwy kości słoniowej spoczywały skrzyżowane na piersiach. Nic nie zakłócało ciszy w tym sennym pomieszczeniu prócz miarowego oddechu dziewczyny.  Obok łoża stał niewielki kuferek, zawierający większość przedmiotów należących do śpiącej. W dębowej, solidnej szafie wisiały tylko dwie sukienki – jedna błękitna, przeznaczona na specjalne okazje, a druga liliowa, służąca jako strój codzienny. Nie miała nic więcej, ponieważ była tu tylko przejazdem.  Jako kuzynka księżniczki Annabelli została zaproszona na jej oficjalne zaręczyny z bogatym dworzaninem , które miały się odbyć już dzisiaj. Wysłana przez ojca razem z dworzanami stawiła się na zamku poprzedniego ranka, aby uczestniczyć w ostatnich gorączkowych przygotowaniach.  Z pogardą myślała o czymś takim jak zaręczyny, zwłaszcza w wieku jej ciotecznej siostry, która nie miała jeszcze osiemnastu lat. Ona sama była jeszcze młodsza ( w poprzednim miesiącu skończyła piętnasty rok życia i z tej okazji otrzymała od ojca pierścień z ametystem oraz elegancki sztylet w rękojeści zdobionej barwami króla, aby mogła się obronić przed wrogami), lecz nie miała zamiaru przejmować się czymś takim jak romanse i bawiło ją, gdy jej wysoko urodzone koleżanki opowiadały  z zapałem o obiektach swych nieodwzajemnionych uczuć. Wiedziała, że kiedyś i na nią przyjdzie czas, ale na razie żyła bez sercowych rozterek. Miała wystarczająco dużo innych problemów. Matka jej zmarła na nieuleczalną chorobę, gdy miała ona siedem lat. Była wystarczająco duża, by pojąć ogrom tragedii i by pamiętać. To było najgorsze. Na samym początku budziła się co noc z niepohamowanym płaczem, tłumiąc go czym prędzej, by nie obudzić ojca. Z biegiem czasu rana się zabliźniła, lecz pozostał trwały ślad. Nauczyła się normalnie funkcjonować i wróciła do życia. Jednak w jej tacie – który jako młodszy brat króla pełnił równie ważną funkcję w państwie – ból pozostał taki sam, nie dało się go niczym uśmierzyć.  W ciągu tych paru lat coraz bardziej podupadał na duchu i zdrowiu. Najlepsi znachorzy królestwa przysyłani przez rozgniewanego króla podtrzymywali jego stan jako tako w stabilności, jednak załamywali ręce i mówili, że nie jest możliwe zrobić nic więcej bez jego woli do życia. Tylko przy córce ożywiał się i nawet rozmawiał z nią, co było odmianą, gdyż większość dnia spędzał wpatrzony w jeden punkt. Więc jak widać nie miała czasu na zakochanie  się.                                                                    


 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz